Przepisy prawne i interpretacje

PostHeaderIcon Prześladowanie w szkole

Szkoła pokazuje, że jest wspaniała, że działa u nich integracja, że są frontem do ucznia, do rodzica itp.
Tymczasem od początku roku w szkole dzieją się rzeczy co najmniej niepokojące.
Na świetlicy kolega Misia został pobity przez starszych chłopców. Poszło o korzystnie ze zjeżdżalni. Oni stwierdzili, że zjeżdżalnia jest dla II-klasistów, a on, rzeczywiście zawadiaka stwierdził, że dla wszystkich. Oberwał. Misiek kilka razy dostał piaskiem po oczach.
W zeszłym tygodniu Misiek przyszedł do domu ze śladem po plastikowym kręglu na brodzie. Ktoś go zaatakował.
Ojcu opowiadał, że jacyś starsi chłopcy zamknęli go któregoś dnia w szatni i nie chcieli wypuścić.
No i na świetlicy jest chłopiec, który go przezywa „królicza morda”.
Wcześniej jeszcze jeden chłopiec pogryzł mu gumkę, stwierdzając, że ma stałe zęby i może.

W przyszłym tygodniu idę do szkoły na rozmowę i nie myślę, by ta rozmowa należała do miłych.

PostHeaderIcon Po szkoleniu

Wczoraj byłam na szkoleniu z tzw. teorii umysłu.
Wiele informacji, wiele przykładów co i jak.

A ja coraz bardziej załamana, mając świadomość ile jeszcze przede mną.

Dowiaduję się tylu spraw. Np. o czymś co się nazywa test Sally Anne.
Zrobiłam dziś ten test Miśkowi, odpowiedział, że piłka jest w pudełku.

Coraz częściej dochodzę też do wniosku, by zrobić Misiowi różne rzeczy z piktogramami. Przede wszystkim chodzi o plan aktywności, by jednak Misiek miał świadomość tego, co będzie się działo dnia następnego i co ma robić.
To będzie też dla niego takie zaplanowanie, co ma robić gdy będzie miał czas wolny.
Taki plan muszę też mu zrobić jeśli chodzi o szkołę. Misiek chodzi bowiem na świetlice i tak prawdę mówiąc tylko tam siedzi, a mógłby odrobić lekcje.
Zobaczymy. W tej chwili szukam jakiegoś gotowego zestawu, bo nie czuje się na siłach, by samej robić wszystkie obrazki do planu aktywności.

PostHeaderIcon Małe kroczki

Tak naprawdę edukacja dziecka z Zespołem Aspergera wcale nie przebiega tak kolorowo i bez problemu.
Pani w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej lekko stwierdziła, że MIsiek nadrabiać będzie we wszystkim swoja inteligencja. Po mniej więcej 2 miesiącach w szkole już wiem, że nie miała pojęcia o czym mówi.
Owszem, część dysfunkcji da sie zniwelować właśnie dzięki Misia inteligencji, pozostałe jednak pozostaną.
I tak: nie da sie zniwelować jego nadwrażliwości słuchowej. Tu nie pomoże bóg wie jaka inteligencja, bo niestety skoro dźwięki świdrują mózg to nie da się z tym nic zrobić (oczywiście w teorii, w praktyce wygląda to inaczej).
Podobnie z kontaktami z innymi: jeśli dzieci zaczynają traktować Misia jak nienormalnego to jego inteligencja w niczym tu nie pomaga.

Tak więc widząc te problemy i mając jednak wrażenie, że tych problemów nie ubywa, a wręcz sie nawarstwiają odwiedziłam z Misiem psychiatrę. Lekarz doskonale miał pojęcie o ZA i był oczywiście zdziwiony tym, że PPP nie sugerowała klasy integracyjnej. Cóż.. Widać był jakiś powód.

Uzbrojona w odpowiednie zaświadczenie, że Misiek wymaga pomocy asystenta, podpisane przez lekarza psychiatre w całej swojej naiwności udałam się do PPP, by zmienić orzeczenie (jest na to sposób, mimo oczywiście tego, że PPP stwierdziła, iż jest to niemożliwe).
Uświadomiono mnie, iż dziecko jest w doskonałej kondycji psychicznej i PPP nie ma takiej mocy, by narzucić szkole zatrudnienie asystenta dla dziecka. To nieco dziwne, bo co się dzieje z dziećmi niesprawnymi ruchowo? Też tego nie wpisuje ppp w zaleceniach?
Tu oczywiście musiałam reagowac – stwierdziłam, że poradnia nie zbadała dziecka, nie może więc NIKT stwierdzić, czy stan zdrowia dziecka sie pogorszył czy nie a wydawanie opinii na podstawie badań sprzed 6 miesięcy jest dla dziecka krzywdzące i mijajace sie z prawdą.
Równolegle oczywiście złożyłam kopie zaświadczenia do UM, z prośba o asystenta. Tu dostałam odpowiedź, że mam się zwrócic do ppp. Czyli błędne koło.
Oczywiście przeczytałam w piśmie, że szkoła nie widzi konieczności zatrudnienia takiej osoby, że szkoła do mnie wydzwania itp. To mnie nieco rozeźliło. Każdy bowiem kontakt ze szkołą polegał na mojej upierdliwości, wydzwaniałam ja, ciągle martwiąc się, że coś może się dziać z Misiem (eh, ta nadopiekuńczość). W ostatecznym rozrachunku napisałam do MEN i Kuratorium. I w ostatnim pismie poinformowałam UM, że o sytuacji zawiadomiłam te 2 instytucje.

I tu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tak jak nie można było załatwić dowożenia Misia do szkoły, tak załatwiono to w 2 dni. Z kolei w szkole: do 30 września powinnam dostac plan pracy. Informowano mnie, że MIsiek nie musi mieć czegos takiego. I raptem, znów czarodziejska róźdżka: Misiek ma swój indywidualny plan pracy.

No i wreszcie wisienka na torcie: pismo od MEN:
„Mazowiecki Kurator oświaty… Szanowny Panie Kuratorze, zgodnie z kompetencjami wynikającymi z ustawy z dnia… przekazuję pismo pani XXX, zam. …. w sprawie sytuacji szkolnej jej syna Michała, skierowane do Ministerstwa Edukacji Narodowej i proszę o wnikliwe zbadanie sprawy oraz o udzielenie Zainteresowanej pomocy. Proszę o przekazanie do Departamentu Zwiększania Szans Edukacyjnych informacji o sposobie załatwienia powyższej sprawy z powołaniem się na numer niniejszego pisma. Z powazaniem Dyrektor Departamentu Zwiększania Szans Edukacyjnych Jacek Krawczyk”

No to będzie dobrze i chyba szanse jakieś w końcu na tego asystenta są.

PostHeaderIcon Małe zwycięstwa

Udało się wreszcie załatwic jedna malutką rzecz: dowożenie Misia do szkoły.
Bardzo jestem zadowolona, nie chodzi o koszty czy czas. Przede wszystkim chodzi o pewną samodzielność Misia.
Teraz zostanie nauczony otwierania drzwi, zapamiętania kodu do domofonu i MUSI się udać.

Jestem tak pełna nadziei i dobrych mysli.

PostHeaderIcon Powala…

Sposób dotarcia do Misia jest ogólnie bardzo trudny.
Czasem w ogóle prawie niemożliwe jest nakłonienie go do zdjęcia piżamki w wolny dzień i założenie normalnego ubrania.
Do wyjścia z domu tez go coraz trudniej nakłonić.

Dziś nakłanianie trwało pół dnia. Nie, nie i jeszcze raz nie.
Nie było mowy, by namówić Misia czymś co zdawało się atrakcyjne. On nastawił się na bycie w domu i koniec.

To meczące.

PostHeaderIcon Angielski???

Misiek ma piekielnie dobrą pamięć, która ujawnia sie oczywiście w najmniej oczekiwanych momentach.
Tak dokładnie jest w przypadku angielskiego. Misiek chodzi i … kompletnie nie łapie żadnych słówek. Nic. Kompletna pustka.

Natomiast łapie z gier. Straszne ilości słów, wyrażeń. Zastanawiam sie jednak, czy .. będzi emu w najbliższej przyszłosci potrzeb atakich słów jak: topór bojowy, włócznia czy sztylet ;) ))

PostHeaderIcon DZIĘKUJEMY ;)))

Na subkoncie Misia pojawiły się srodki zebrane w tym roku z akcji „1%”.

Za każdy przelew serdecznie dziękujemy.

PostHeaderIcon Co robić???

Bezradnie rozkładam ręce.
Misiek po 1,5 tygodnia pobytu w domu dziś znów pierwszy dzień w szkole.
I co?? Obiadu nie dostał, na zajęcia nie poszedł. NIKT mu nie powiedział, NIKT nie wziął za rękę i nie zaprowadził.
A on sam.. dalej zagubiony i niezorientowany w tym, co się dzieje.

Czy trzeba go będzie tak prowadzać całe życie? Być może. Być może zawsze będzie potrzebował delikatnych podpowiedzi co ma robić. Ale coraz bardziej widze konieczność wręcz zdobycia asystenta, który przynajmniej teraz będzie z nim i zaprowadzi wszedzie, gdzie Misiek tego będzie wymagał, pokaże co jest do zrobienia, przypilnuje godzin zajęć dodatkowych…
W innym przypadku Misiek zagubi się w tym wszystkim.

PostHeaderIcon Mis chorowitek i dzielna mama

Misiek zaczął kasłac w zeszły czwartek. No moze w środę.
Wstał rano w czwartek i stwierdził spokojnie, że on do szkoły nie chce iść. Głowe miał lekko ciepłą i kaszel. Dość niepokojący.
Cóż. Trzeba było iść na zwolnienie, przy czym początkowo planowałam 2 dni i już.
W niedzielę jednak stan Misia wcale sie nie poprawiał, co więcej miałam niejakie wrażenie, że jego samopoczucie jest znacznie gorsze niz wczesniej.
Pojechalismy ponownie do lekarza, który stwierdził infekcję wirusową i zalecił zostanie w domu przez tydzień. Podawałam wszystko co sie da, leki, syropy, medycyne naturalną (sok malinowy, mleko z miodem) i nic.
W końcu w czwartek zdecydowałam – stawiamy bańki. Tak naprawdę nie rozbiłam tego niczdy wczesniej. Wielokrotnie zaś widziałam jak robił to mój tata, a potem mama. Cóż, ani taty ani mamy nie ma. A Misiowi trzeba było pomóc.
Bańki takie typowe zostały jeszcze u mamy, bo nei wszystko poprzewoziłam, więc kupilismy bańki bezogniowe. Mniej więcej wiedziałam ile postawić, wiedziałam gdzie i już. Trzeba było przejść chrzest bojowy, bo miałam wrażenie, że jesli nie te bańki to tak naprawdę będzie coraz gorzej i za chwilke wylądujemy w szpitalu.
Postawiłam więc bańki. To nie jest takie trudne.
Cóż, kiedy Misiek tak naprawdę nadal kasłał.
Dzis ponownie wycieczka do lakarza. Misiek juz nie gorączkujący, ale nadal kaszlący.
Okazało sie, że ma już bardzo podrażnione gardło i kaszel wywołuje nastepną serie napadów kaszlowych. Zmienilismy syrop. I już.

Zobaczymy jak jutro, ale wydaje mi sie, że będzie lepiej.
W tym wszystkim jednak cos mnie zaniepokoiło. Rozmawiałam bowiem w poprzednią środę z pania psycholog. I ona stwierdziła, że jest to jedna z typowych reakcji na stres w szkole, że MIsiek nie chce tam byc z jakiegos powodu (hałas??).
I że to i tak mało, bo mogły byc juz początki depresji, czy agresja (zarówno auto- jak i w stosunku do kolegów).

I to mnie martwi.

PostHeaderIcon Regres???

Od paru dni zauwazam dziwne zachowanie Misia.
Po pierwsze jego mowa stała sie nieco mniej wyraźna, dziś znów w gadaniu pojawiło się piszczenie i zmiana głosu, czego wcześniej nie było.
No i to ciągłe wieczorne „psitul” i „głaściu, głaściu”.

Boję sie tego.

O stronie
Stronę prowadzi mama Miśka - Magda
Galeria

Gra w pilke

More Photos
Kalendarz
Maj 2012
pon wt śr czw pt sob nie
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031EC
Podziękowania
UA-12076429-1