Toksyczni rodzice?

W zyciu bywa tak, że dwójka ludzi decyduje że juz nie będą razem. Gorzej, gdy wcześniej w ich związku z rzekomo wielkiej, nieskończonej miłości pojawiło się dziecko.

Dziecko to zobowiązanie. Zobowiązanie na lata, nie na dzis i jutro.

Takie zobowiązanie pojawiło sie w moim zyciu w 2004 roku. Z pełną świadomością tego, że jest to zobowiązanie na co najmniej kilkanascie lat.

Rok później zmieniło sie wszystko. Cały świat stanął do góry nogami. Człowiek któremu ufałam i z którym miałam budować przyszłość odszedł. Bywa. Nie czas płakać nad rozlanym mlekiem. Widać nie był w ogóle wart tego, by budować przyszłość i wierzyć mu.

Zostało małe, bezbronne dziecko, któremu należało poświęcić wszystko. I tak było. Każda chwila warta była tego, by być z Misiem. Był uśmiech na twarzy, pierwsze kroki, pierwsze słowa, zdania… Potem pierwsze dni w żłobku, pierwsze dni w przedszkolu, pierwsze dni w szkole. Tego nigdy nie zapomnę. I to są karty pamięci, które dzieliłam z moimi rodzicami.

Pojawia się jednak w tym wszystkim toksyczny ojciec.

Dlaczego toksyczny? Od początku było kwestionowanie mnie jako matki. Wysłuchiwałam ja i Misiek, że powinnam w piachu pod płotem leżeć, że nie zasługuje by żyć. Ale z drugiej strony służyłam i nadal służę jako niania do dziecka, by pan tata miał spokojne życie, bo nie ma czasu dla dziecka. Nigdy i nigdzie. A raczej ma, wtedy kiedy mu pasuje. I dziecko ma robić to co ojcu pasuje. Nie chce jechać na śniadanie z tatą – trudno, tata wychodzi i ma kompletnie w nosie co dalej będzie. Przez 4,5 roku nauki w szkole ani razu nie był na wywiadówce w szkole, ale ma czelność straszyć Misia, że mu kupi miotłę, bo przecież Misiek nie chodzi do szkoły, a do szkoły chodzic trzeba. Moje wszelkie próby wytłumaczenia, że jednak jest tu jakis inny problem spełzły na niczym.

Pan tata ustawicznie mówi Misiowi, że jestem stuknięta. Gdy proszę by tak nie mówił twierdzi, że Misiek przeinacza moje słowa. W druga zaś stronę wierzy w każde słowo Misia, które mu pasuje. Bo tak jest wygodnie.

Na wakacjach nic tylko bylismy rozliczani z każdej minuty czasu, którą spędzalismy. Bo przecież to było najistotniejsze, by nas kontrolować. Ni emoglismy po prostu odpocząć.

Teraz zaś Misiek nic tylko wysłuchuje, że ojciec odda koty do schroniska. Przy czym koty to dla Misia bardzo ważni członkowie rodziny i sa naszą własnością, więc ojciec nie ma prawa do kotów. Ale wyzwala tym samym straszny lęk i brak poczucia bezpieczeństwa.

Ostatnim pomysłem ojca jest zimowisko. Wpierw kazał mi wyszukać cos co sie Misiowi spodoba. Znalazłam. Wczoraj powiedział, że mam zarezerwować. Dzis pełna odmiana. Nie. Misiek nie pojedzie. Bo czyms podpadł ojcu.

I tak jest co chwilke. Podpada, więc ojciec nie opłaci: karate, angielskiego, niemieckiego, basenu…..

 

A Misiek rysuje rysunek, gdzie pojawia się tabliczka: zakaz wstępu i pisze nazwisko i imie własnego ojca.

Tyle, że ojciec tego oczywiście nie rozumie. A raczej kompletnie to do niego nie dociera. Bo jest maksymalnie w siebie zapatrzony

Tagi .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.