Posts Tagged ‘Życie codzienne’
Po balu karnawałowym
W środę Misiek miał w przedszkolu bal karnawałowy.
Przebrany był za czarnego power rangera
Nie mam jeszcze żadnych zdjęć, zle obiecuję, że jak tylko dostanę z przedszkola to zaraz wstawię.
Wygląda na to, że ogólnie Misiek był zadowolony, choć nieco zawiedziony, bo jego ukochanej koleżanki ani nie było i musiał tańczyć z przyjacielem Rudzikiem. Poza tym muzyka wydawała mu się za głośna.
Rozmowy z Miśkiem
Tak naprawdę rozmowy z Miśkiem są bardzo trudne.
Ostatnio na przykład ogarnęła go dziwna fascynacja śmiercią. Nic tylko opowiada, że wypadek, że ktoś kogoś zamordował. W zabawach wciąż nawiązuje do śmierci, do wypadków. Któregoś dnia zaczął wykazywać zainteresowanie ile mamy poduszek w samochodzie. Wytłumaczyłam. Potem obejrzał, a może wcześniej, nie pamiętam, na Discovery Channel w „Jak to jest zrobione” program o poduszkach powietrznych. I następnie nic tylko, że fajnie by było, gdyby był wypadek, bo taka poduszka by się otworzyła. W końcu nie wytrzymałam, opisałam, że wypadek to wcale nie fajna rzecz, że to nie zabawne otwarcie się poduszki. Na razie temat zmienił.
Dziś z kolei wymyślił, że w przedszkolu nie dostał kanapki. Wiem, ze tam bardzo dbają i nie ma tak, że dla dzieci zabraknie jedzenia. A on nic tylko, że dla niego i dwójki innych dzieci zabrakło, by było dużo dzieci.
Trudne te rozmowy.
Jest ciężko
Dzień codzienny wcale nie jest tak kolorowy jak by się mogło wydawać. Wpierw ciężka niedziela, gdzie było powtarzanie po 100 razy Miśkowi, co ma zrobić, a i tak wydawał sie być strasznie rozkojarzony i robił swoje.
Ale apogeum przyszło w poniedziałek.
Od pewnego czasu zauważyłam, że Misiek mimo, iż chętnie chodzi do przedszkola to jednak dłuższe przerwy w jakiś sposób rozbijają go i jest potem rozkojarzony. Teraz po świętach znów miałam ten problem i poniedziałek był dniem tragicznym. Rano Misiek wstał i zapytał czy może nakarmić rybkę. A i owszem. Jakiś czas temu uczyłam Miśka, że rybce daje się malutko jedzonka, że jest jedna rybka. Myślałam, że pojął, że zakodował to sobie, szczególnie, że sam już to robił przy mojej pomocy. Ha! Myliłam się. Misiek znów (bo już kiedyś to zrobił) wsypał pół opakowania pokarmu dla rybek. Po czym przyszedł i stwierdził, że coś złego się stało.
Przynajmniej dobrze, że powiedział. Poryczałam się tylko, bo nie mam siły do tego, by tłumaczyć mu wszystko po 100 razy, a jego jedyną reakcją jest „przepraszam”. Takie puste zwykłe słowo „przepraszam”, które nie niesie za sobą nic, żadnych dalszych konsekwencji. Stwierdził tez, że mu głupio.
Tak naprawdę to jestem ciekawa, ile dociera do niego. Dziś jednak stwierdził, że weźmie od taty pieniądze. Po to, by kupić mi rybki, a także by sobie kupić zabawkę. Zobaczymy.
Trudności wychowawcze
Czasami są dni takie jak dzisiejszy.
Wstajemy rano i już wiem, że będzie pod górkę. Zaczyna się od jedzenia. Zwykłe śniadanie, miska płatków czy kanapka zajmuje Miśkowi godzinę czy dwie. Siedzi i zjada. Po prostu zjada. Próbuje go poganiać, ale to nic nie daje. Kończy się na tym, że Misiek podskakuje nerwowo na krześle, gdy zwracam się do niego, a nadal nie zjada.
Potem wyjście dokądś. Dziś do mojej mamy. I znów. Ubieranie się, czyli to, co teoretycznie mamy opracowane. Nie. W taki dzień stanowi element nie do przejścia. Misiek nie potrafi założyć normalnie rajstop, a jak zakłada to robi to wykonując przy okazji milion innych czynności.
I tak z wszystkim.
Pod górkę.
Przyznam, że wieczorem jestem wykończona. Powtarzaniem po 500 razy próśb, poleceń, nakazów. Próba skłonienia go, by się umył, położył spać.
Takie to wychowywanie.
Ssanie palców
Misiek od pewnego czasu przy różnych czynnościach zaczyna wkładać palce do buzi i trzyma je tam. Najczęściej jest to palec wskazujący albo prawej albo lewej ręki.
Nie jest tak, że specjalnie ssie te palce, ale mam wrażenie, jakby w jakiś sposób potrzebował stymulacji jamy ustnej. Jest to o tyle dziwne, że cały czas Misiek myje zęby szczoteczką elektryczną i to zarówno w domu jak i w przedszkolu.
To branie palców do ust jest takie irytujące. Mam wrażenie, że Misiek robi to, gdy się zamyśla i odpływa.
Miśkowa Wigilia
Z Miśkiem jest tak, że trzeba go przygotowywać do wszystkiego. Opowiadać czasem tylko dzień wcześniej, a czasem nawet tydzień cały o tym, co ma nastąpić. Ta długość czasu zależy od intensywności wrażeń, które mają nastąpić, choć tak naprawdę trudno jest mi nawet przewidzieć reakcję Miśka na wszelkie nowości.
Dziś była jazda autobusem. Tolerancja: w porządku. Potem pobyt u wujka. Jest to właściwie mój stryj. Misiek szczególnie chętnie tam jeździ w okolicach Świąt, gdyż wuj ma ruchomą szopkę, własnoręcznie wykonaną. Tu akurat nie było problemu. Mała ilość ludzi, sami znajomi, pies. Wszystko akceptowane.
No, ale potem… Wigilia jako taka była u córki mojej ciotecznej siostry, tak jak rok temu. Ci sami ludzie, znane już Miśkowi pomieszczenia. a jednak.. Niby wszystko ok, bo dał się nawet namówić na zaśpiewanie dwóch świątecznych piosenek, z drugiej jednak strony blokada. Blokada wyrażająca się strajkiem głodowym. Praktycznie nic nie zjadł cały dzień.
No nic. Nadrobi jutro.










