Szpital

Oj dawno nas nie było w szpitalu, dawno.

Właściwie to ostatni raz – niedługo po urodzeniu się Misia. Potem już tylko bieganie po lekarzach, bardziej lub mnie poważne. Ale szpital.. Nie.

I teraz trzeba było.

Zaczęło się od nieoodychania. ALbo bardziej zatkania jednej dziurki od nosa. Najgorsze jest to, że Misiek w ogólenie mówi mi o wielu rzeczach, które mu się dzieją. Jednym słowwem dopiero w pewnym momencie zauważyłam, że Misiek mówi przez nos. I oczywiście myslałam, że to katar. Ale katar to nie był.

Odwiedzilismy więc larygnologa, ale tu trafilismy na pania, która kazała podawac sterydy, nie skupiła się nawet na tym by zdiagnozowac problem i już. Sterydy nic nie pomogły i wtedy trafiliśmy do innego lekarza, który nas juz poważnie potraktował. I się zaczęło: a to jakieś wziernikowanie, a to tomografia. I wrescie decyzja: nie ma co zwlekać, trzeba iść do szpitala. 

Niestety dostanie się do szpitala to nie taka prosta rzecz i trzeba swoje wyczekać i tak jak diagnoza tego, co Miśkowi jest była szybka i prosta, tak czekanie na miejsce trwało bardzo długo.

Wreszcie jednak wyznaczono nam termin: 22 września. Przed wakacjami wiedzielismy, że trzeba będzie zrobic badania krwi, jeszcze raz CT zatok i stawić sie do szpitala.

 

I wreszcie nadszedł 21 września. Pojechalismy, by przeprowadzic wszelkei rozmowy: z lekarzem laryngologiem, z lekarzem anestezjologiem, a także ponowić badanie krwi, bo cos było nie tak z układem krzepnięcia.

22 września rano stawilismy się w szpitalu z wstępną informacja, ze raczej zostaniemy do soboty lub nawet niedzieli. Na salę operacyjną isiek pojechał jako pierwszy. To nawet i lepiej, bo niby nie pokazywał zdenerwowania, ale nie wiem co czuł w sobie.

Po ok. 2 godzinach wrócił na sale i spał. Potem dowiedziałam się, że operowano mu torbiel, że ściągnięto bardzo duzo płynu, że wszystko poszło w porządku i że wyjdziemy tego samego dnia.

I rzeczywiście.

Misiek miał załozony do noska specjalny plastikowy dren. Okazalo się, że słuzy do płukania zatoki. No i pod wieczór pani doktor próbowała zatok przepłukać. Niestety się to nie udało. Udalismy siędo domu, z niewyjętym drenem i nakazem przyjścia znó w sobotę.

I tak kolejny, juz trzeci dzień z rzędu dziś przyjechalismy do szpitala. Zatoka nadal nie dała sie przepłukać. Nie wiadomo dlaczego. 

Misiek zaczął kichac i kaszleć, tak jakby był przeziębiony.

W normalnych warunkach postawiłabym mu bańki, ale nie wiem czy teraz po tej operacji mogę.

Ciąg dalszy w poniedziałek. Znów jedziemy do szpitala.

Dodaj do zakładek Link.

Jedna odpowiedź na „Szpital

  1. Ula mówi:

    O matko.
    On musi to miec przeplukane.
    Przeciez nie moze do konca zycia chodzic z drenem.
    Trzymam kciuki bo zdaje sie ze trzeba powalczyc …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *