Podejrzane teoryjki
Od pewnego czasu czytam sporo na temat różnych teorii i ich powiązań z autyzmem.
Teoria pierwsza: szczepionki. A więc pojawił się niejaki Wakefield (powinnam pisać o nim dr, ale że od niedawna nie ma prawa do wykonywania zawodu, więc tytuł „dr” sobie podaruję). Ogłosił on związek szczepienia na MMR a autyzmem. Badania okazały się sfałszowane, a lekarz nie będzie leczył.
Teoria druga: mleko. Raz na jakiś czas na forach rodziców dzieci z autyzmem czyta się właśnie opinie o zgubnym wpływie mleka na organizm. Oczywiście każdy medal ma dwie strony. Ten zgubny wpływ mleka, badania na dziurawe jelita itp. przeprowadzają lekarze, którzy za chwilkę podadzą nam adres takiego na przykład sklepu internetowego, gdzie kupimy zestaw odżywek. Przy okazji ci pseudo specjaliści zrobią analizę pierwiastkową włosa, by wcisnąć więcej produktów, a także przeprowadzą chelatację.
Więcej terapii i teoryjek opisywać nie będę. Odporna jestem na wszystko.
Choć przyznam, że od soboty niejakie wrażenie zrobiły na mnie chemtraile.










