Nie umiem dotrzeć do Miśka
Są dni, gdy patrząc na Miska i rozmawiając z nim mam wrażenie, że to taki sam chłopiec jak wielu innych.
Ale większość dni jest takich, że Misiek tak naprawdę nakręca się, maluje dziwne rzeczy, przede wszystkim roboty, opowiada swoim dziwnym głosem historie, unika mojego wzroku i wtedy opadają mi ręce. Nie umiem przebić skorupy, która go otacza.
Niby jest ok, niby w miarę funkcjonuje, niby w miarę współgra z grupą, a jednak..
Dziś w przedszkolu znów usłyszałam, że w piątek była histeria, bo .. Panie wytłumaczyły mu, że on idzie na dogoterapie, a reszta grupy wychodzi na plac zabaw. Poszli do szatni sie ubierać i Misiek miał zaczekać. Był uprzedzony i poinformowany co będzie dalej. I co? Tez zaczął sie ubierać, a na prośbe pani, by sie rozebrał, bo przecież ma dogoterapię, zareagował histerią.
Te jego histerie to w ogóle osobny temat. To takie wycie, oczywiście z oczami kompletnie suchymi. Ostatnio ja nie wyrabiam i prosze go, by wyszedł, bo brakuje mi cierpliwości. Na razie działa i on uspokaja sie bardzo szybko. Zazwyczaj jednak zaczyna dyskutować z ulubionym wstawianiem słowa „ale..” i mnie po prostu szlag trafia, szczególnie jak wykorzystuje argumenty typu, ale ty mi powiedziałaś, że ja bedę mógł to zrobic i nie mogłem. A rzecz działa się na przykład rok temu i on to pamięta.
Zauważam, że w jego przypadku trzeba jednak być bardzo uażnym co do obietnic i tego co się mówi.
A jutro dzień dziecka.











„Zauważam, że w jego przypadku trzeba jednak być bardzo uażnym co do obietnic i tego co się mówi.”
Tak „z rozpędu” można by już tak zawsze w stosunku do wszystkich.