Jak wygląda początek?

No właśnie…

Przypominam sobie 2009 rok. Albo właściwie nieco wcześniej. Gdy zaczęłam orientować się, że coś jest nie w porządku z Miśkiem. Że te jego rysunki nie są takie jak innych dzieci, że jego zachowanie jest dziwne. Że … jest inny. Najzwyczajniej w świecie.

Nie, nie doszukiwałam się na siłę czegoś,co odróżnia mojego syna. Nie patrzyłam, że więcej płacze, czy że nie może spać, czy że woli czerwony samochód od niebieskiego. Tu nie pasowało zbyt wiele rzeczy. Tu nie było samochodów. Były butelki. Były skarpetki, bo Misiek nie znosił piasku. Było gryzienie rąk w razie stresu… I wiele, wiele innych objawów.

Najbardziej złym doradcą na początku drogi jest internet. Martwisz się o swoje dziecko. Bo widzisz, że coś jest nie tak. Ale nie masz wiedzy. I jest google. A tam… wiedzy nadmiar. problem,, że mnóstwo niestety nierzetelnej. Jakby na niektórych stronach pojawiły się informacje, że najbardziej skuteczne jest włożenie dziecka na 3 zdrowaśki do pieca to mam wrażenie, że rodzie bezrefleksyjnie by to zrobili.

Na początku mojej drogi było właściwie jedno forum i niewiele stron.Pamiętam jedną stronę rodziców dziecka. Potem była jakaś dziwna historia z tymi rodzicami, jakaś defraudacja. Więc strona przeniesiona na inną domenę – i już. Nowa historia i dalej “nowe” – stare porady.

Zaczęłam to czytać.I stronę i forum.łapałam się za głowę i robiło mi się coraz bardziej źle i smutno. Terapia dziecka miała kosztować 5-6 tysięcy miesięcznie. O terapiach prawie nikt nie wspominał. Wspominał za to o tonach suplementów, chelatacjach i tp.

Dzis mamy to samo. Na stronach o dzieciach z autyzmem znajdujemy takie informacje:

  • opowieści o tym, że nie “Większość, jeśli nie wszystkie baseny w Polsce są sterylizowane przy użyciu chemicznych środków na bazie chloru. Chlor jest trucizną, który ma wpływ na każdy układ organizmu, głównie układ immunologiczny i wątrobę. Jest on bardzo dobrze wchłaniany przez skórę. Dodatkowo, gruba powłoka gazu uwalnianego z chloru unosi się nad taflą wody. Wdychany chlor jest nadzwyczaj dobrze wchłaniany przez płuca do krwioobiegu. A dzieci z autyzmem mają już taką ilość toksycznych substancji w organizmie, z którymi sobie nie radzą, że każda dodatkowa ilość może tylko pogorszyć stan zdrowia.”
  • “Dlaczego X nie może jeść pszenicy?
    Jadąc samochodem, X przejeżdża obok pól pszenicy. Ale co to? Gdzie są te falujące łany zbóż? To jakaś karłowata odmiana z grubym źdźbłem, odpornym na wiatr i deszcz, wielkim kłosem i ziarnami. A co najważniejsze daje plony 10-krotnie większe od jej tradycyjnej poprzedniczki.
    Współczesne ziarno pszenicy zmontowali naukowcy zajmujący się rolnictwem. Dokonali tego na drodze szeroko zakrojonych eksperymentów manipulacji genetycznych. W żadnym stopniu nie interesowało ich, jaki wpływ na ludzi ma cały uzyskany zestaw. 
    To, co teraz X ogląda za szybą samochodu, to już nie jest pszenica, albo przynajmniej różni się od pszenicy z 1950 r. w znaczący sposób. Nie chodzi tylko o wygląd, czy stworzenie wysokowydajnej odmiany. Podstawową zmianą niewidoczną gołym okiem jest powstanie nowego składu biochemicznego, nie występującego naturalnie w przyrodzie wśród jej starszych odmian. 
    Genetycznie modyfikowana pszenica może być produkowana, przetwarzana i sprzedawana, a żadne zapisy o bezpieczeństwie jej spożycia przez ludzi nie są wymagane. A branża rolnicza każdego roku wydaje mnóstwo pieniędzy, aby rząd sprzeciwiał się umieszczaniu informacji o użyciu GMO na etykietach produktów.
    X pszenicy jeść nie może. To jest pewne. Ze względu na chory układ pokarmowy jest to dla niego po prostu trucizna.
    Powstaje jednak pytanie… Czy współczesną „pszenicę” da się w ogóle jeść, nie ryzykując zdrowiem?”
  • “A co się stanie, jak organizm X  nie zwalczy infekcji i trzeba mu będzie podać antybiotyk?
    Stało się tak już przynajmniej kilkakrotnie. Za każdym razem scenariusz wygląda tak samo…
    Mama X siedzi zapłakana w aucie, ponieważ wielomiesięczne podawanie lekarstw X, aby wyleczyć mu jelita i odżywić mózg, właśnie” bierze w łeb”. 
    Doustny antybiotyk powoduje spustoszenie w jelitach, zabijając „dobre” bakterie i niszcząc florę bakteryjną, która przez tyle lat i z tak dużym nakładem środków była budowana. W jelitach pojawiają się dziury. 
    To wszystko prowadzi do tego, że z X traci się kontakt. Z dnia na dzień dziecko „znika”. Po paru dniach X przestaje się komunikować z otoczeniem, siedzi za swoją „szklaną szybą”. Umiejętności, które nabył w przeciągu ostatniego roku, dwóch, znikają. 
    Tego wszystkiego trzeba go będzie uczyć na nowo tylko, że z większą cierpliwością i poświęceniem. Bo teraz X „zamknięty za swoją szybą” nie jest już zainteresowany nauką… Przez dłuższy czas, nawet do roku będzie tkwił tam, samotnie i obserwował otaczający świat. Ale czy go będzie widział? Wątpię…”

To straszne manipulacje.

Najbardziej smutne jest to, że większość rodziców aby te manipulacje dalej prowadzić podaje tony leków sprowadzanych na własną rękę z USA. Robi do tego badania włosa, które nijak nie są miarodajne w przypadkach, które im się wydają. 

Niestety… Układ jest bardzo prosty – jesteśmy świetnym targetem.mamy chore dzieci. I można na nas robić świetny biznes. Biznes mierzalny konkretną ilością zer na koncie. Mierzalny ilością sprzedanych konferencji o dietach w autyzmie, ilością sprzedanych suplementów w sklepie internetowym lub sprowadzonych hurtowo (są osoby, które się tym zajmują) i mierzalny ceną wizyt u specjalistów DAN (cena wizyty 500-700 zł). Tyle kosztuje nasza nadzieja. Czasem jest to nadzieja na odstawienia pampersa, czasem na powiedzenie słowa “mama”.

Rodzice zbierają pieniądze na suplementy, okaleczając przy okazji dzieci. Narażają je w komorach hiperbarycznych czy podają komórki macierzyste mające wyleczyć autyzm. Prowadzą niepotrzebne delfinoterapie męcząc zwierzęta. Może czas o tym także informować  darczyńców?

 

Dodaj do zakładek Link.

Jedna odpowiedź na „Jak wygląda początek?

  1. Ula mówi:

    I ja trafilam na takie fora i czytalam o tej slynnej helatacji, suplementach, terapiach ktore maja pomoc.
    Wymagaja jedynie pieniedzy.
    Wystarczy czytac krytycznie. Dlaczego nic nie robilismy w tym kierunku?
    Pierwsze pytanie : dlaczego moje dziecko jest inne? Przeciez jest cale grono dzieci zyjacych tuz obok ktore takich zachowan innosci nie maja?
    Przyczyna tkwi w samym dziecku i juz ogromne kwoty na ” niezbedne suplementacje i terapie ” powinny budzic zaniepokojenie i nieufnosc.
    Nie uwierzylam w nie.
    Moze z drugiej strony mi jest latwiej bo moj syn jest tylko” jedna noga” w innym swiecie… Nie wymaga poki co szczegolnej troski…nie wiem.
    Tonacy brzytwy sie chwyta. Ja to rozumiem. I te nadzieje na normalnosc i strach ktory szarpie rodzicami…
    I te straszliwa samotnosc gdy nikt absolutnie nikt ci nie pomoze….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.