Dzień pod egidą histerii
Są takie dni, a ja wtedy sama nie wiem co mam robić. Ogarnia mnie tak totalna bezsilność i niemoc, że mam ochotę stanąć przy ścianie, zacząć wyć i walić z całej siły pięściami. Tylko to nic nie da, a Miśkowi też nic nie pomoże.
Dziś zaczęło się od obiadu. Nie, nie chodzi o to, że dostał coś czego nie lubi. Lubi, wszystko lubi. Końcówka jednak była dramatyczna i ostatnie 4 kawałki mięsa kojarzyły mi się z torturami. Nie mam cały czas pomysłu, jak go przekonać w takich momentach do jedzenia, a wypluwanie tego, co ma w buzi wydaje mi się najgorszym pomysłem.
No i znów doszło do bycia konsekwentnym: czyli zjadasz i wychodzimy na spacer albo nie zjadasz i jedziemy do domu. No i się zaczęło. Bo przecież on nie zjada, ale na spacer chce iść. I do tego zaczęłam mieć wrażenie, że zaczyna stosować wredny szantaż emocjonalny. Szantaż mający polegać na tym, że on coś zrobi pod warunkiem, że ja go przytulę. A jak nie przytulę to nie ma mowy o tym,. by on cos zrobił.
No dobrze, pojechaliśmy do domu, przy czym zjedzenie tego, co miał w buzi zajęło mu 40 minut.
Zjadł podwieczorek, w miarę szybko.
No i kolację już nie za bardzo, musiałam ileś razy przypominać, a stawka było obejrzenie filmu wieczornego. No i potem zostało 10 minut do filmu, on nadal nie umyty. Mówię, by się mył i znów histeria, taka mega histeria i nie pomaga spokój, nie pomaga krzyk, nic. Dokładnie nic.
Taka totalna bezradność. Wrzeszczące dziecko, które jak się podnoszę z krzesła to wrzeszczy i ucieka (jakbym nie wiadomo co robiła, bo wrzask jest przeraźliwy) i ja, która zaczyna na to dziecko coraz bardziej wrzeszczeć, właśnie z tej bezsilności.
Telewizor był włączony i Misiek przychodzi do pokoju. Stwierdziłam, że idzie spać. On, że nie. No to wyłączyłam. Kolejny wrzask.
W takich momentach naprawdę zaczynam się zastanawiać czy nie mieć na wszelki wypadek leków dla niego…
Teraz śpi, a ja … mam ochotę tak po prostu z bezsilności płakać.










