Ciężki dzień
Pierwszy dzień po urlopie w przedszkolu.
I właściwie wszystko ok.
Bo przecież i Misiek nastawiony pozytywnie, i przedszkole, które on doskonale zna (bo dyzur teraz jest w „jego” przedszkolu) i koledzy i panie.
No ale juz zaczelo sie rano. Po pierwsze w „jego” polce staly obce buty!! Wiec pierwszy zgrzyt.To jeszcze jakos dalo sie zazegnac. W kazdym razie Misiek poszedl jak niepyszny do sali.
A jak przyszlam po południu.. Misiek siedział bez koszulki w szatni. Z dziwna mina. Co się okazalo – wylał niechcący picie na koszulke. Owszem zdarza się. Panie chciały załozyć mu inną koszulke, ale to nie da rady z Miśkiem. I on wytłumaczył, że ja zaraz przyjdę i pojade do domu i przywiozę mu suchą koszulkę.
On jednak spostrzega świat zupełnie inaczej niż ja. A ja dziś nie mam siły zastanawiać sie dlaczego tak jest. Bierze mnie straszne przeziebienie.










