Archive for the ‘Nasze smutki’ Category
Problemy z Misiem
A z Misiem w szkole znów pod górkę.
Dziś uwaga z dzienniczku, zwanym tam zeszytem do korespondencji. Po pierwsze to Miś popycha znowu kolegów i koleżanki na przerwie i bije.
No i to jest problem. Pewnie wynika to z tego, że ktos mu pokazuje jak należy (wcale nie należy, ale 99,9% uczniów sie tak zachowuje, więc on to przyjmuje za normę) się zachowywac podczas przerw. Poza tym Misiek w ten sposób wywala na zewnątrz swoje emocje. Jest problem jednak ze szkoła, z hałasem, z tym, że ma jakiś problem. Przez to jest agresywny, nieposłuszny i zamyka się w sobie.
Po drugie Mis nie przekazał, że idą na jakieś tam przedstawienie. No i tu problem wynikł z zaniedbania pani nauczycielki. Milion razy powtarzałam, by wszelkie zawiadomienia WKLEJAĆ do dzienniczka, nie wkładać, bo kartki luźno wrzucone po prostu przepadają. No niestety. Panie do tego nie rozumieją, że informacja przekazana „schowajcie karteczki” dla Misia kompletnie nie oznacza „wklejcie do dzienniczków i pokażcie rodzicom w domu”. Dla mnie zresztą też nie niesie takiego przekazu informacyjnego.
Po czwarte Miś dziś zapytany, czy przekazał mi informację o przedstawieniu stwierdził spokojnie, iż miał ważniejsze rzeczy, a mianowicie zabawę z kotem. No i ja się nie dziwię. Dla niego jest to ważniejsze. A pani nie wpisała do dzienniczka, więc to jej wina.
No i teraz problem. Tak jak za agresje to ogólnie Misia mogę w jakiś tam sposób ukarać to czy mogę go ukarać za to, że pani z uporem maniaka nie chce słuchać moich próśb???
Prześladowanie w szkole
Szkoła pokazuje, że jest wspaniała, że działa u nich integracja, że są frontem do ucznia, do rodzica itp.
Tymczasem od początku roku w szkole dzieją się rzeczy co najmniej niepokojące.
Na świetlicy kolega Misia został pobity przez starszych chłopców. Poszło o korzystnie ze zjeżdżalni. Oni stwierdzili, że zjeżdżalnia jest dla II-klasistów, a on, rzeczywiście zawadiaka stwierdził, że dla wszystkich. Oberwał. Misiek kilka razy dostał piaskiem po oczach.
W zeszłym tygodniu Misiek przyszedł do domu ze śladem po plastikowym kręglu na brodzie. Ktoś go zaatakował.
Ojcu opowiadał, że jacyś starsi chłopcy zamknęli go któregoś dnia w szatni i nie chcieli wypuścić.
No i na świetlicy jest chłopiec, który go przezywa „królicza morda”.
Wcześniej jeszcze jeden chłopiec pogryzł mu gumkę, stwierdzając, że ma stałe zęby i może.
W przyszłym tygodniu idę do szkoły na rozmowę i nie myślę, by ta rozmowa należała do miłych.
Co robić???
Bezradnie rozkładam ręce.
Misiek po 1,5 tygodnia pobytu w domu dziś znów pierwszy dzień w szkole.
I co?? Obiadu nie dostał, na zajęcia nie poszedł. NIKT mu nie powiedział, NIKT nie wziął za rękę i nie zaprowadził.
A on sam.. dalej zagubiony i niezorientowany w tym, co się dzieje.
Czy trzeba go będzie tak prowadzać całe życie? Być może. Być może zawsze będzie potrzebował delikatnych podpowiedzi co ma robić. Ale coraz bardziej widze konieczność wręcz zdobycia asystenta, który przynajmniej teraz będzie z nim i zaprowadzi wszedzie, gdzie Misiek tego będzie wymagał, pokaże co jest do zrobienia, przypilnuje godzin zajęć dodatkowych…
W innym przypadku Misiek zagubi się w tym wszystkim.
Mis chorowitek i dzielna mama
Misiek zaczął kasłac w zeszły czwartek. No moze w środę.
Wstał rano w czwartek i stwierdził spokojnie, że on do szkoły nie chce iść. Głowe miał lekko ciepłą i kaszel. Dość niepokojący.
Cóż. Trzeba było iść na zwolnienie, przy czym początkowo planowałam 2 dni i już.
W niedzielę jednak stan Misia wcale sie nie poprawiał, co więcej miałam niejakie wrażenie, że jego samopoczucie jest znacznie gorsze niz wczesniej.
Pojechalismy ponownie do lekarza, który stwierdził infekcję wirusową i zalecił zostanie w domu przez tydzień. Podawałam wszystko co sie da, leki, syropy, medycyne naturalną (sok malinowy, mleko z miodem) i nic.
W końcu w czwartek zdecydowałam – stawiamy bańki. Tak naprawdę nie rozbiłam tego niczdy wczesniej. Wielokrotnie zaś widziałam jak robił to mój tata, a potem mama. Cóż, ani taty ani mamy nie ma. A Misiowi trzeba było pomóc.
Bańki takie typowe zostały jeszcze u mamy, bo nei wszystko poprzewoziłam, więc kupilismy bańki bezogniowe. Mniej więcej wiedziałam ile postawić, wiedziałam gdzie i już. Trzeba było przejść chrzest bojowy, bo miałam wrażenie, że jesli nie te bańki to tak naprawdę będzie coraz gorzej i za chwilke wylądujemy w szpitalu.
Postawiłam więc bańki. To nie jest takie trudne.
Cóż, kiedy Misiek tak naprawdę nadal kasłał.
Dzis ponownie wycieczka do lakarza. Misiek juz nie gorączkujący, ale nadal kaszlący.
Okazało sie, że ma już bardzo podrażnione gardło i kaszel wywołuje nastepną serie napadów kaszlowych. Zmienilismy syrop. I już.
Zobaczymy jak jutro, ale wydaje mi sie, że będzie lepiej.
W tym wszystkim jednak cos mnie zaniepokoiło. Rozmawiałam bowiem w poprzednią środę z pania psycholog. I ona stwierdziła, że jest to jedna z typowych reakcji na stres w szkole, że MIsiek nie chce tam byc z jakiegos powodu (hałas??).
I że to i tak mało, bo mogły byc juz początki depresji, czy agresja (zarówno auto- jak i w stosunku do kolegów).
I to mnie martwi.
Regres???
Od paru dni zauwazam dziwne zachowanie Misia.
Po pierwsze jego mowa stała sie nieco mniej wyraźna, dziś znów w gadaniu pojawiło się piszczenie i zmiana głosu, czego wcześniej nie było.
No i to ciągłe wieczorne „psitul” i „głaściu, głaściu”.
Boję sie tego.
Oceny
Każde dziecko w szkole jest oceniane. Obecnie jednak wprowadzono jakis magiczny system ocen: po pierwsze jest wpasowanie w kryteria czy dziecko spełnia oczekiwania. A mianowicie: poniżej oczekiwań, zgodnie z oczekiwaniami i powyżej tychże oczekiwań. I nastepnie nastepuje ocena własciwa: dobrze, wspaniale i tak dalej.
I tak: Misiek dostał na przykład „zgodnie z oczekiwaniami” i „wspaniale”. Oraz „powyżej oczekiwań” i „dobrze”, co dla mnie jest kompletnym dysonansem, no ale nei ja jestem od oceniania lub od interpretacji ocen w szkole.
W każdym razie Misiek dostał też ocene „poniżej oczekiwań”. No i jak można się było spodziewać była to ocena za prace plastyczne. Tu ja oczywiście nie wymagam, by Misiek był jakims tam Matejką, ale rozumiem, że ma pewne ograniczenia, które powodują, że on nie będzie rysował ładnie i dla niego problem stanowi narysowanie prostej linii czy nawet tylko odwzorowanie kształtu.
Jak widać jednak pani w szkole tego nie rozumie i stawia „nie spełnia oczekiwań”.
Podobnie pewnie postawi jeśli będzie chodziło o zabawy grupowe, umiejętność współpracy itp.
To nie jest takie proste
Tydzień w szkole minął. Jesteśmy w trakcie drugiego i problemów ciąg dalszy.
Każdy dzień to albo nie zjedzone drugie śniadanie / podwieczorem albo nie wypite soki. Misiek ma przygotowane zazwyczaj batoniki, jabłka i do tego jeszcze mleko w kartoniku. Mleko pije, bo twierdzi, że to mu wzmacnia kostki. Niestety nie było jeszcze żadnego dnia, żebym po południu dostała torebkę śniadaniowa pustą. Wynika to pewnie nadal z tego, że Misiek nei jest pewien, czy zdąży podczas przerwy zjeść czy wypic sok i nie ma nikogo, kto będzie przy nim i go uspokoi, że czasu jest wystarczająco.
Nie wiem też jak wygląda sprawa obiadów i nie za bardzo umiem wyciągnąć to z Miśka. Dziś na przykład kompletnie nie wyciągnęłam co było na obiad. Moge oczywiście sprawdzić na stronie internetowej szkoły. Tylko, że to zupełnie nie o to chodzi. Staram się po prostu ćwiczyć pamięć Misia pytając co robił, co jadł i tak dalej.
Co do pracy domowej - dziś pamiętał, że było coś zadane. Ale też twierdził, że ma wpisane coś w dzienniczku. Problem, że nic nie było.
Tak więc to wszystko nie jest takie proste. A ja nadal nie do końca wiem co dalej zrobić i jak pomóc Miśkowi.
IPET
Każde dziecko z orzeczeniem o kształceniu specjalnym ma w szkole przygotowywany tzw. IPET. Polega to na tym, że nauczyciel przygotowuje pewien plan zadań i ustawia metody, w jaki sposób będzie z dzieckiem do tego dochodził. Przy ustalaniu tychże celów bierze się przede wszystkim pod uwagę zalecenia z poradni psychologiczno – pedagogicznej i to, co zostanie zaobserwowane w pracy z dzieckiem.
W zeszły czwartek zaproszono mnie do szkoły na zebranie zespołu, który miał zająć się Misiem. Szłam pełna nadziei, przygotowana, z piktogramami, informacjami itp.
Przyszłam, był: pedagog, nauczyciel SI, wychowawca… No i ja. I okazało się po pierwsze, że najwięcej o zespole aspergera wiem ja, panie nie maja pomysłu jak zajmować się moim dzieckiem. To bardzo utrudnia sprawe, bo dobre chęci w tym momencie nie wystarczą. Brakuje im po prostu tzw. wiedzy merytorycznej, tym samym nie mają pojęcia co jest potrzebne Michaśkowi i jak realizowac z nim zajęcia.
Pokazałam m.in. plan z piktogramami. Poprosiłam o pomoc w przygotowaniu dokładnego planu z podziałem na godziny jeśli chodzi o czas spędzany w szkole i pytanie Misia co ma teraz w planie, a nie wyręczanie go i mówienie: teraz masz iść na świetlicę. Powiedziałam też, że Misiek dostanie zegarek. Komentarz był… „No tak, pewnie wszystkie dzieci teraz będą chciały takie rysunki mieć”.
Poprosiłam o zapisywanie zadań domowych w jednym zeszycie i w tym zeszycie wszystkiego co jest ważne. Dla Misia jest bowiem trudne, by pamiętać, aby zaglądać do wszystkich książek i sprawdzac, czy cos jest zadane i trzeba mu to ułatwić. Pani wychowawczyni zaś radośnie stwierdza: „ale ja im zaznaczam, co jest zadane”.
Całe zebranie trwało może z 15 minut. Panie nie miały pojęcia o jakim dziecku mówię, prócz wychowawczyni żadna z nich nei widziała Misia na oczy. Nie wie czym się charakteryzuje zespól aspergera (no może przeczytały w wikipedii?) i nie wiedzą jak Misiek funkcjonuje.
Jak one chcą układać mu zadania i zajęcia????
Szkoła, szkoła i szkoła
Po tygodniu chodzenia do szkoły jestem przerażona.
Przerażona tym, że tak naprawdę to nikt sie w ogóle dziećmi nie przejmuje, olewa kompletnie to, czy zjedzą opłacony obiad, czy odrobią lekcje (a w końcu to nie rodzic za to odpowiada tylko nauczyciel – ja wiem, to paradoks, ale tak jest) i jak sie będą w tej szkole czuć.
Misiek w poniedziałek powędrował do szkoły. Ja z założeniem, że obiad w szkole przygotowałam przegryzki w stylu „drugie śniadanie” i „podwieczorek”. Przybiegam z wywieszonym ozorem po dziecko i okazuje się, że moja latorośl w ogóle obiadu nie zjadła, czyli posiłek jak zjadł o 6:30 tak potem o 17:30. Pytam go dlaczego. Co się okazuje: pani przyszła, zapytała kto na obiad i już. On nie był pewien, więc nie poszedł. Przy okazji zapomniał, że ja mówiłam mu o obiedzie. Z reguły zresztą zapomina takie rzeczy, trudno mu się dziwić, dodatkowo to inne środowisko, inne zasady.
We wtorek podobnie. Ale już nieco lepiej. Obiad już dostał, po mojej dość dużej interwencji – zarówno na świetlicy jak i wychowawczyni. Potem jego cicha skarga u mnie: mamo nie dostałem kompotu. Pytam dlaczego. Okazuje sie, że pani jakaś odburknęła, że trzeba było sobie wziąć. Ale już nie pokazała skąd wziąc. Jasne, każdy powinien wiedzieć. Każdy jest jasnowidzem.
Do tego Misiek jest zestresowany długością przerw i ciągle przynosi niezjedzone rzeczy do domu, twierdząc, że przerwy sa za krótkie i on nie zdąży zjeść a to jabłka a to batonika. Ostatnio także twierdził, że pić mu się chciało, ale była lekcja, a na lekcjach pić nei wolno. Przerwy zas za krótkie.
I tak moje dziecko gubi się w tej szkole coraz bardziej.
Szkoła…
Wszystko wydaje sie ok. W czwartek zjawilismy się z rana w szkole, by rozpocząć edukację. Nie było to takie proste. Po pierwsze nie poszliśmy na salę gimnastyczną, bo za głośno.
Cóż, jakies 40 minut siedzenia pod klasą. Zdarza się. Dźwięk dzwonka i trzęsawka oraz zatykanie uszu. Najgorsze, że tylko ja to widze i ja to rozumiem.
Ok. potem wejscie do klasy, pani bardzo miła. Od razu wiedziała, że mIchał to Michał, bo jako jedyny zadawał pytania. Reszta dzieci.. cóż. On miał pytania co do tego czego będą się uczyc na angielskim.
Ja ciągle kopiąca sie z moją gminą i urzędem miasta o to, by cos ugrać. Od października próba klasy integracyjnej. Oczywiście nie ma, bo… nie ma. Nie ma tylko dlatego, że po prostu gminie szkoda kasy i w drugiej szkole dali juz asystenta dla ucznia niepełnosprawnego. Nam, czyli uczniowi z autyzmem takiego asystenta nie zaproponowano.
Drugie – dojazdy. Ostatnio gmina wręcz żąda, bym sama dowoziła. Pytam grzecznie co więc jeśli sama nie mam jak dowozić. A to .. ogólnie nei wiedzą. No i po kolejnej awanturze okazuje się, że tak naprawdę to gmina ma dowozić, a w wyjątkowych przypadkach rodzice moga się zgodzić na własny transport i refundacje kosztów.
W szkole pani bardzo miła, poinformowała już dzieci, że Misiek nie toleruje hałasu. Ale.. w klasie 27 osób. Misiek skopany psychicznie po pierwszym dniu. On po prostu tego nie toleruje. Jego ojciec lekko stwierdza, że się przyzwyczai. Jasne, jego ojciec w ogóle nie rozumie co Miśkowi jest. Ba! on wręcz to kwestionuje.
W poniedziałek ciąg dalszy szkoły, a ja jestem przerażona.
Po prostu. Najgorsze, że wychowawczyni Misia tez, bo to pierwsze dziecko z ZA w tej szkole.










