Asperger a wtapianie się w rzeczywistość

Moje zycie z Misiem pewnie wyglada nieco inaczej niż większości standardowych rodzin choćby dlatego, że wychowuję Misia sama. 

Ma to i swoje plusy i minusy/ Minusy, bo czasem potrzeba kilku minut by naładować baterie. Plusy, bo niekiedy 2 osoby choćby nie wiem jak były zgodne w modelu wychowywania dziecka to jednak gdzieś mają zdanie odmienne i grają tgo dobrego i złego policjanta.A takie coś jest bardzo złe dla potrzebującego jasnych przekazów dziecka z autyzmem.

Jako, że jesteśmy sami to Misiek od pozcatku miał obowiązki, które musiał wykonywać.I nie miało tu znazenia czy ma to czy tamto. Mieszka w mieszkaniu – w jakiś sposób musi na to „zapracować”. I każdy z nas na to pracuje. Czy to gotowaniem, praniem, robieniem zakupów, czy tez tak jak Misiek odkurzaniem i dbaniem o koty. Tak jak dbanie o koty przychodzi Miskowi prosto, chociaż zdarzają się momenty gdy zapomni, ale komu się one nie zdarzają to odkurzanie jest jego prawdziwą pięta achillesową. No ale przecież nigdy nei jest tak, że w zyciu robimy tylko to, co lubimy, prawda?

Zaburzenie Misia ogolnie przypomina mi jedną wielką sinusoidę, przy czym ja staram się ja maksymalnie spłaścić, aby te amplitudy zarózno dla mnie jak i dla niego były jak najmniej dokuczliwe.

Stąd Misiek prowadzi życie normalnego nastolatka. Chodzi na basen. Tak, grupowo. Chodzi na karate. Tak, grupowo. I wiem – nie zawsze wszystkie polecenia odpowiednio wykonuje, ale ważne jest to,że idzie, że ćwiczy i że robi to w grupie. Od 1 klasy samodzielnie wyjeżdża na wakacje. Był pod namiotem z harcerzami, obecnie wyjeżdża na obozy karate i obozy narciarskie. 

To wszystko nie przyszło ot tak, za pstryknięciem palca. Pamiętam gdy Misiek zaczął chodzić na zbiórki zuchowe. 3 miesiące wyjęte z życiorysu. Chodziłam z nim na wszystkie i stawałam obok, by w razie czego być do pomocy. Więkzośc zbiórek Misiek był właśnie obok. Nie z grupą. Ale komentował co robią, podpowiadał. W Wakacje pojechał z nimim. Udało się. Olbrzymi sukces. 

Teraz gdy Misiek wyjeżdża staram się „zrzucać” na niego ciężar pakowania, jedynie to nadzorując. Żeby wiedział co ma zabrać, ile sztuk, na jaką pogodę i jaksię spakować. 

To oczywiście ta „jasna strona mocy”.

Jest i ta „ciemna”, gdzie mamy Miśka nie wychodzącego prawie miesiącami z domu, mającego ponad 90% nieobecności w pierwszym semestrze i ponad 40% w drugim. Miska, który nie chciał wychodzić na plac zabaw na osiedlu, chociaż i to się zmienia. 

Z moich przemyśleń wynika niezbicie: naukę można zawsze nadrobić. Czy to korepetycje, czy samemu. Nasze dzieci potrafia być zdolne. Czy nadrobilibyśmy te obozy karate, te wyjazdy pod namiot, te obozy narciarskie? Pewnie nigdy.

Coraz częściej będe wysyłać Miska samego na wakacje. By coraz bardziej wtapiał się w otoczenie.

 
Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *